Gry mocy w sektorze budżetowym nadal obracają się wokół „zabójczych" wzmacniaczy zintegrowanych. Niższe części katalogu mogą stworzyć lub zepsuć markę, zwłaszcza jedną z quasi-masowych odmian rynku, zwłaszcza jeśli jest to marka brytyjska lub azjatycka. To oskarżenie obecnego rynku hi-fi, że taka przyziemność powinna pozostać podstawą audio klasy podstawowej i że tylko klienci hi-fi powinni nadal oczekiwać, że wszystko będzie dostępne w cenach z 1979 roku. Dlatego takie firmy jak Pioneer, Rotel, Arcam i Marantz powinny być oklaskiwane za zmuszanie konsumentów do stawienia czoła rzeczywistości. Fakt: nie można kupić pseudo-NAD3020 za 89 funtów w 1993 roku.
Ale biorąc pod uwagę, że cena musi zostać rozwiązana, warto zobaczyć, jak firma może obniżyć koszty, oferując jednocześnie maksymalną wydajność. Najnowszym pretendentem Marantza do bitwy „Let’s Get Pioneer” jest PM44SE, który zastępuje uwielbiany PM30SE. I to jest urocze. Ale co z tymi, którzy potrzebują więcej gruntu? Zwłaszcza tych, którzy nie poświęcą swojej ulicznej wiary? Jak zabrać to, co rzekomo jest łakomym kąskiem dla zubożałego audiofila i zamienić je w potwora?
Wejdź do edycji specjalnej PM54, która jest określana jako „następca PM40SE w ujęciu realnym”. Wygląda na droższy niż jego rodzeństwo, nie brakuje mu funkcji i kosztuje około 100 funtów więcej niż mniejsza amunicja (która znajdzie uznanie zarówno za niższą cenę, jak i większą delikatność). Jednak ’54 dostarcza dużo za 299 funtów, a nie tylko zdrowe 70 W na kanał zamiast typowo chciwych 30 W lub 40 W, które wydają się być normą dla budżetowych wzmacniaczy.
Aby chronić swoją wiarygodność, ’54 posiada masywne transformatory, najwyższej jakości składniki, wystarczającą liczbę zacisków do obsługi dwóch par głośników lub łatwiejszego bi-wiringu, odpowiednie wejście z ruchomą cewką, cztery wejścia liniowe, wejście bezpośrednie, przycisk mono (hura!) i najmądrzejsi producenci zrezygnowali z głośników za 99 funtów. I trójka, a zwłaszcza jeśli jest to B (większość innych krajów, mądrze, zrezygnowała z kieszonkowej brygady). Robiąc „następny wzmacniacz” znacznie lepszy niż sektor dolnej linii, nadal kręci się wokół „zabójczych” wzmacniaczy zintegrowanych
Gdyby NAD zrobił to dziesięć lat temu, firma nadal byłaby w czołówce. akceptowalny i większy rynek ze względu na mocne zasilacze, twejako prawdziwą metalową obudowę, miedziane ekranowanie, i przycisk mono (hura!). Chciałbym również zwrócić uwagę na optymizm Marantza (lub jego powiązanie z Philipsem): jest to pierwszy wzmacniacz, którego użyłem, który ma czelność zawierać gniazdo oznaczone jako „DCC”. Heh, heh…przywodzi mi na myśl posiadany przeze mnie tuner, który ma przycisk Dolby.
Tak więc, jeśli chodzi o rozmiar i guziki, na pewno dostaniesz wart swojej ceny: ładną, gładką, schludną, czarną skrzynkę, która zrobi wszystko, co konieczne, aby obsłużyć niezliczone źródła, które można znaleźć w nowoczesnym systemie, oferując jednocześnie wystarczającą moc (i to naprawdę jest miejsce, w którym ’54 znajduje swoją przewagę), aby poszerzyć wybór głośników dostępnych dla właściciela. Będzie zasilał głośniki, które są znacznie lepsze niż wzmacniacze dla dzieci, cokolwiek ktokolwiek powie ci o 70W przy 3dB większym niż 35W. To dlatego, że ’54 jest twardy, Baja twardy jak samochód terenowy.
Przeczytaj więcej o MP54 SE na stronie 2.
Po tym, jak zostałem skarcony wystarczająco dużo czasu, aby nie używać podobnych z podobnymi,
większość czasu odsłuchu spędziłem z Marantzem podłączonym do
niedrogich głośników, takich jak Monitor Audio Ruby 3 i gromady
kieszonkowych Włochów. Ale wprowadziłem też Marantza do kilku
Sonus Fabers, a nawet Apogee Stages. I jeździł nimi bez
wydawania pióropuszy dymu à la The Editor’s Hornby. Co
mnie najbardziej zaskoczyło. Zwykle uważam, że integry budżetowe są równie
interesujące jak program Andrew Lloyda Webbera, odpowiednie jako odboje do drzwi lub
do wypożyczenia znajomym potrzebującym jakiegoś zestawu. ’54? Właściwie to
kołysze.
Ale tak samo jest z wieloma wzmacniaczami, nawet przy 299. Aby odróżnić go
od Pioneerów i Denonów i Rotelów i Arcamów, musi
mieć coś, sygnaturę, specjalizację. Nie chcąc
przedstawiać tego wzmacniacza jako nadającego się tylko do świetnego materiału, nie mogę
zignorować wrażenia, jakie daje głośny, dynamiczny
materiał, zwłaszcza z dużą zawartością basu. Nie zakochasz
się w ’54 za jego finezję. Marantz mądrze opowiedział się za władzą
nad politesse; pamiętaj, że młodszy brat z 54 zapewni
przysmak, jeśli ma to być preferowane.
Ale czy to oznacza, że typowy klient z 54 roku jest mężczyzną z Essex, a
kobietą z Sussex z 44 roku? Headbanger, a nie długowłosy*?
*Stara, przedhipisowska definicja
Tak, obawiam się. Ale dlaczego miałbyś przepraszać za preferowanie Metalliki od audiofilskich płyt CD? do Mary Black?